Czy elektroniczny kot może zastąpić prawdziwego?

Czy elektroniczny kot może zastąpić prawdziwego?
Share

Nie trzeba mu kupować karmy, kuwety, żwirku, drapaka. Zaoszczędza się wydatków na weterynarza, nie ma zmartwienia, gdy trzeba jechać na wakacje. Potrzebne są tylko baterie i naprawdę ogromna wyobraźnia, by uwierzyć, że interaktywna zabawka może dać tyle samo szczęścia, co prawdziwy kot.

 Wynalazcy próbują za wszelką cenę zastępować naturę urządzeniami korzystającymi z najnowszych technologii. Kot stał się inspiracją do dwóch rodzajów technologicznych konstrukcji. Obie są dostępne w sieci. Jedna spełnia odwieczne oczekiwania wobec kota, by był czyścicielem naszych posesji i strzegł naszego majątku przed gryzoniami, druga ma imitować kota do kochania i interakcji.

Szczurołap i pogromca myszy

 Elektroniczny kot ultradźwiękowy (na internetowych portalach aukcyjnych występuje pod różnymi nazwami) to niewielkie urządzenie zdaje się być lepszym strażnikiem przed niechcianymi przedstawicielami natury od żywego kota. Jest nie tylko postrachem szczurów i myszy, ale przegania na zawsze karaluchy, komary, muchy i inne szkodniki. Słowem, kto żyw, powinien trzymać się z dala od tego niewielkiego aparaciku (około 90x50x22 mm), podłączanego do prądu za pomocą zwykłej wtyczki.

Producent tłumaczy zasadę działania urządzenia: kiedy nadciąga trzęsienie ziemi, wszystkie zwierzęta, kierowane naturalnym sejsmografem, zaczynają się czuć nieswojo i uciekają z domu. Zatem w pierwszych godzinach działania emitującego dźwięki odstraszacza w domu czy magazynach, w których zainstaluje się aparat, pojawi się więcej zdezorientowanych szkodników. Potem znikną zupełnie, bo szukać będą nowych miejsc, wolnych od emisji ultradźwięków. W celu lepszych efektów zaleca się zastosowanie sieci ultradźwiękowych kotów, w każdym z pomieszczeń w domu lub kilku na dużych powierzchniach magazynowych. Instrukcja ani słowem nie wspomina o wpływie na zdrowie człowieka.

Elektroniczny pupil

Od tego mięciutkiego futrzaka nie oczekuje się, że będzie mordercą domowych intruzów. Ma być wyłącznie do kochania i zabawy. Zachowuje się jak prawdziwy kotek, a zawołany reaguje, łasi się podczas głaskania po plecach, potrafi bawić się piłeczką oraz mruczeć. Nie do końca jest słodki – imituje kocie reakcje i choć nie podrapie do krwi, to zademonstruje swoją niechęć do dotykania jego lewej łapki. Co więcej, może zabiegać o uwagę swojego właściciela, ruszając się i wydając odgłosy. Potrafi prychać, machać ogonkiem, z wyraźną satysfakcją reagować na dotyk i głaskanie.

Elektroniczne interaktywne kotki występują w różnych postaciach, ale zawsze koncepcja tej zabawki polega na imitowaniu więzi i interakcji z człowiekiem.

Daleko od natury

Czy walor tych zabawek polega przede wszystkim na tym, że nie trzeba czyścić im kuwety? Zdaniem sprzedawców interaktywny, pluszowy kotek to znakomity wstęp do posiadania prawdziwego zwierzątka, bo pozwala nauczyć się opiekuńczości i odpowiedzialności.

Może jednak być odwrotnie – dziecko, które czule opiekowało się reagującym elektronicznym kotem z trudem w przyszłości uświadomi sobie, że prawdziwy kot, w odróżnieniu do obszytego futrem urządzenia, czuje i reaguje czasem inaczej, potrzebuje znacznie więcej troski, opieki i pracy. Zabawka nie nauczy bowiem dbałości  o prawdziwe potrzeby kota i nie uświadomi jego wrażliwości i delikatności.

Kocia nadwrażliwość sprawia, że właściciel musi ze szczególną uwagą podchodzić do wszelkich zmian w otoczeniu i stylu życia swojego podopiecznego, a w przypadku jakiegokolwiek dyskomfortu skorzystać z możliwości jakie daje preparat o nazwie Feliway, opracowany na bazie kocich feromonów, zapewniających zwierzęciu spokój, równowagę i poczucie bezpieczeństwa.

 

 

 

Share

skomentuj

Twój email nie zostanie opublikowany. Pola z gwazdką są obowiazkowe.