Kocie gwiazdy reklamy miały kuwetę od Louis Vuitton i jeździły limuzyną

Kocie gwiazdy reklamy miały kuwetę od Louis Vuitton i jeździły limuzyną
Share

21 kwietnia 1974 roku. W brytyjskiej prasie pojawia się przejmujący artykuł: „Arthur, kot reklamujący karmę dla zwierząt, został wczoraj skradziony z domu w Abridge, Essex. Detektywi z dystryktu Harlow natychmiast wyruszyli na poszukiwanie zwierzęcia, które jest warte ponad tysiąc funtów”.

Arthur był gwiazdą telewizji. Występował w masie produkcji telewizyjnych i był ulubieńcem widzów. Nic więc dziwnego, że kiedy zaginął, przedstawiciele firmy Spillers byli załamani. – Znalezienie zastępstwa dla 13-letniego zwierzaka będzie ekstremalnie trudne – przekonywali. Nic dziwnego, w końcu miliony ludzi oglądały zachwycone, jak Arthur zajada się karmą, wyciągając ją łapką prosto z puszki.

Dramatyzowali? Wcale nie. Bo chociaż kota udało się odnaleźć, to i tak dwa lata później zmarł i rzeczywiście, „na godnego następcę trzeba było czekać całą dekadę” – przekonuje Madeline Swan w książce „Historia kotów”.

Nowy mistrz, Snowy, odnaleziony został w schronisku dla zwierząt. Był brudny, chory i wystraszony. Jakimś cudem przekonał jednak do siebie trenerkę czworonogów Ann Head, która zrobiła z niego prawdziwą gwiazdę. Snowy czuł się przed kamerą jak ryba w wodzie, miał śliczne, śnieżnobiałe futerko i, co najważniejsze, do perfekcji opanował numer z łapą.

Bodaj najsłynniejszym kocim aktorem reklamowym był jednak Morris. Również znaleziony w schronisku, równie szybko jak Arthur podbił serca przedstawicieli show biznesu. Kiedy trener Bob Martwick zabrał go ze sobą na przesłuchanie, kot z miejsca pokazał, kto rządzi. – Wskoczył na stół, podszedł wprost do dyrektora kreatywnego, wielkiej szychy, i walnął go łapą w głowę, a potem, po prostu, wrócił na miejsce – wspomina Martwick, cytowany przez latimes.com.

Dyrektor był oczarowany. – Oto koci Clark Gable! – zakrzyknął. I narodziła się nowa gwiazda reklamy. Morris występował w kilkudziesięciu produkcjach, jeździł limuzyną, ba, nawet udzielał wywiadów. Kota zaproszono na kolację do Białego Domu, a Louis Vuitton podarował mu zaprojektowaną specjalnie dla niego kuwetę – donosi Swan. – W 1978 roku śmierć Morrisa opłakiwały miliony.

W kolejnych latach pojawiały się kolejne, rude Morrisy, bo amerykańska publiczność tak bardzo pokochała telewizyjnego bohatera, że nie wyobrażała następcy w innym typie urody. Jeden z Morrisów próbował nawet, po podbiciu światka reklamy, zostać politykiem i startował w wyścigu o fotel prezydenta. Niestety, zabrakło mu głosów.

Może wyborcy obawiali się, że w rzeczywistości jest kapryśny i humorzasty, jak inny, znany kot – Orangey, który w latach 50. i 60. występował w filmowych hitach, takich jak „Śniadanie u Tiffany’ego” czy „Rhubarb”? Podobno nie chciał współpracować z aktorami, dopóki nie zostali natarci mięsem lub kocimiętką. Dziś wystarczyłoby kocimi feromonami Feliway spryskać ręce lub nowe pomieszczenie, w którym zwierzak ma się pojawić. Dzięki temu szybciej się do nich przyzwyczai.

Share

skomentuj

Twój email nie zostanie opublikowany. Pola z gwazdką są obowiazkowe.